Odroczone nadzieje Anety Krasińskiej

Nie ma to jak mała przyjemność w pochmurny dzień. Dla mnie taką frajdą jest czytanie. Tym razem sięgnęłam po najnowszą powieść Anety Krasińskiej Odroczone nadzieje. Tę, jak i poprzednią książkę jej autorstwa, niemal „duszkiem” przeczytałam w jedno popołudnie. Lektura wciągnęła mnie do tego stopnia, że całkowicie zapomniałam o kawie czy herbacie, które zwyczajowo szykuję w takich okolicznościach. A co dokładnie tak mnie pochłonęło? Odpowiem – miłość ukazana w pełnym wachlarzu odcieni i w szerokim tego słowa znaczeniu. Nie mam tu na myśli jedynie miłości erotycznej, choć i ten watek jest ciekawie przedstawiony, a tę ogólnoludzką - wykuwającą człowieczeństwo w tyglu bólu oraz odrzucenia.

 

     Mądrzy ludzie powiadają, że stajemy się dojrzali w chwili, w której zaczynamy kochać i dzielić się miłością, zamiast jej potrzebować. Nikogo nie dziwi, gdy ów stan jeżeli w ogóle osiągamy, to dopiero w dorosłości i nierzadko późnej. A czy w wieku dziesięciu lat jest on do osiągnięcia? Okazuje się, że tak. Przyjrzyjmy się zatem głównej bohaterce Odroczonych nadziei. Aldonę poznajemy jako osobę doświadczoną i ukształtowaną przez życie, opiekującą się nieuleczalnie chorą matką. Oddanie i czułość Aldony budzi w nas szczery podziw i szacunek aż do momentu kolejnej odsłony niegdysiejszych relacji z rodzinnego domu. Dodam: dalekich od wzorowych czy choćby poprawnych. Wtedy w czytelniku coś pęka i automatycznie nasuwają się pytania: ile dziecko może udźwignąć? Jak mocno i bezwarunkowo, mimo licznych zranień, potrafi kochać i wybaczać, wybaczać, wybaczać… Wreszcie - ile jest w stanie dać z siebie i z czego zrezygnować w imię „dobra wyższego”?

 

       Powieść Odroczone nadzieje należy do pozycji wywołujących głębokie emocjonalne poruszenie, a które potem się na długo zapamiętuje. Pisarka w interesujący sposób buduje napięcie i wielowątkowość, stopniowo odkrywając sprawy trudne, by nie rzec -  dramatyczne. Postępowanie wyrazistych i psychologicznie skontrastowanych postaci pobudza do myślenia, zmusza do zastanowienia nad sobą samym. Po raz kolejny dochodzimy do wniosku, iż człowiek wart jest tyle, na ile dał się poznać w sytuacjach ekstremalnych. Cóż, słowa Augustyna z Hippony: „…O zmierzchu życia sądzeni będziemy z miłości…” tu wybrzmiewają najpełniej.

 

     Książkę polecam tym amatorom literatury obyczajowej, którzy z jakiegoś powodu tracą wiarę w drugiego człowieka oraz nadzieje na jasną przyszłość. Gwarantowane, że podczas tej lektury zdołają je odbudować, jak i posiąść coś znacznie cenniejszego – nadzieję na kolejną szansę samorealizacji w miłości i marzeniach. Byle tylko, jak i Aldona, wytrwali w chwili ciemności.

       

       Dziękuję Anecie Krasińskiej za moc wzruszeń i życzę kolejnych pomysłów twórczych!

Aneta Skarżyński

Please reload

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now