Świat ducha i materii

 

 

Jestem śpiewaczką z powikłaniami malarskimi i literackimi skutkami ubocznymi, więc jako zdiagnozowany przypadek nieuleczalny ze sztuki dziś się nieco „powywnętrzam” o tym, czym jest dla mnie sztuka, zwłaszcza malarstwo. Od strony duchowej - ekspresyjną wypowiedzią mego wnętrza, podczas której rozum oddaje kontrolę sercu. Od strony ziemskiej – profesją zarobkową i sposobem na życie. Lubię łączyć świat ducha i materii.

 

Moim skromnym zdaniem całe ludzkie życie jest drogą ku miłości i jej uzdrawiającej mocy. Święty Augustyn zwykł mawiać: "O zmierzchu życia sądzeni będziemy z miłości". Sprawa oczywista, lecz jak dotrzeć do tej osławionej miłości, zwłaszcza bezwarunkowej, potocznie zwanej agape? Jak ją w sobie uruchomić i jeszcze trwać w tym stanie?  Sposobów jest wiele, a jednym z nich obcowanie ze sztuką i otaczanie się nią. W moim przekonaniu nie istnieje nic czystszego od twórczości płynącej od serca i do serca. Oryginalny obraz malowany z konkretną intencją, jak pisanie ikony, stanowi przykład przepływu żywej energii, niejako „wmalowanej” w płótno lub w papier przez autora już na stałe, właśnie w momencie kreacji. Jej wibracje pozostają tam na wieki i emanują nawet po upływie setek lat. Energia bowiem nie zna pojęcia czasu w ludzkim rozumieniu, ale o tym za chwilę.


Wspomniany wyżej Augustyn z Hippony twierdził, że sztuka prócz podstawowych wartości: bonum (dobro), verum (prawda), pulchrum (piękno) winna zawierać jeszcze blask. Ten oświecony filozof wieków średnich bardzo wyraźnie dostrzegał owo "świecenie". Współcześni nazywają je energią,  ja - czymś na kształt duszy obrazu. Zapewniam, że żaden wydruk cyfrowy czy reprodukcja nie zawiera tych wibracji. Podobna różnica jest pomiędzy koncertem na żywo ą muzyką odtwarzaną cyfrowo, spektaklem w teatrze a nagraniem dvd, wydrukowaną książką a e-bookiem. Tylko sztuka żywa posiada właściwości aktywizujące i rozświetlające nasze DNA, jak twierdzi dr. Nelly Radwanowska. Zgadzam się z nią w stu procentach.

 

Maluję od dzieciństwa, a od 2004 roku również „terapeutycznie”. Od lat bowiem przychodzą do mnie ciekawe doświadczenia. Przyjmuję je z wdzięcznością i ufnością, przyglądam się im, odczuwam, a następnie przepracowuję.  Różnymi technikami, np. metodą Collina Tippinga,  jak również dobroczynnym działaniem sztuki. Gdy rozpoczynam pracę pojawiają się fajne rzeczy, jak choćby jasny szlak wychodzenia na tzw. prostą czy materializowanie się niematerialnego. Nie wszystko jest dla mnie wytłumaczalne rozumem. I nie musi być. Sztukę się czuje, więc nie warto jej racjonalizować, bo i po co?

 

Co się dzieje? Doświadczam sił naprawczych, przeze mnie określanych działaniem Ducha, przenikających materię ożywioną i nieożywioną. One sprawiają, że czuję się bezpieczna, zaopiekowana przez inteligentną siłę wyższą. Nie zawsze otrzymuję czego pragnę, jednak zawsze dostaję to, czego - wedle wyższego zamiaru - potrzebuję na dany moment. Bywają sprawy niełatwe, lecz kiedy przyglądam się im z zaciekawieniem i otwartością, otrzymuję konkretne znaki do intuicyjnego odczytu. Często we śnie lub podczas medytacji widzę coś, co potem przenoszę na płótno czy papier. Ot, taki „gotowiec”. Jednakże, gdy tylko usiłuję wpuścić myślenie lub manipulować przekazem w procesie twórczym, zdarza się, że pędzel sam wypada mi z dłoni albo woda wylewa się na niemal ukończoną pracę. Taki obrót spraw uczy pokory i ufności do wszechświata.

 

Jaka jest moja rola? Już na samym początku plastycznej drogi zauważyłam, iż emanacja koloru i kształtu działała harmonizująco na przepływy energetyczne pomiędzy poszczególnymi czakrami, a przez to rozpoczynał się mój proces oczyszczania. Najpierw subtelny i spokojny, a potem na tyle intensywny, by pojawiały się fontanny wdzięczności. Owa wdzięczność pozwoliła mi radować się głównym zadaniem sztuki - pomaganiem sobie w dotarciu do prawdy duszy, a dalej wspomaganiem uzdrawiania różnych obszarów mego ziemskiego istnienia. Z czasem też dojrzałam do wyjścia poza własną pracownię, do dzielenia się twórczością z tymi, w sercu których moje prace zarezonują. 

 

Jeżeli dany obraz wywołuje w nas określoną reakcję, znak - powinniśmy sobie pozwolić go mieć we własnym domu lub – o ile to możliwe – w pracy, słowem: tam, gdzie spędzamy największą ilość czasu. I cieszyć się nim, delektować,  o d c z u w a ć. Nie zależy mi na uszczęśliwianiu wszystkich. Przeciwnie. Zdaję sobie sprawę, że moje prace mają wartość wymierną, bo kosztują. I mają kosztować, by energia czasu, sił, talentu i pracy była zrównoważona wynagrodzeniem. Posiadają też wartość niewymierną, którą właściciel dostrzega od razu lub po chwili. Sięgają więc po nie ci, którzy dojrzeli do ich ugoszczenia w swym otoczeniu.


I teraz nasuwa się pytanie: komu, na co i po co sztuka w dobie telewizora oraz komputera? Każdemu! Każdemu bez wyjątku, choć nie każdy ma świadomość takiej potrzeby. Może czas na zmianę i dostrzeżenie dobroczynnego działania sztuki? Maluję również na indywidualne zamówienie. Niektóre obrazy, np. meandry duszy, powołuję do istnienia tworząc szkic podczas rozmowy telefonicznej / na skype z daną osobą. Przyjmuję także zlecenia od osób, które chcą pomóc komuś bliskiemu. Wtedy proszę o zdjęcie osoby, bym mogła odczytać jej energię i poczuć, co jest niezbędne, aby emanacja barw i kształtów należycie spełniła swe zadanie. Nie istnieją dwa identyczne portrety duszy, jak nie istnieją dwie identyczne istoty ludzkie. Obrazy są tak różne, jak różni są ludzie. I ta różnorodność jest pięknem samym w sobie.

 

Jakie są efekty? Zaskakiwało mnie od samego początku i nadal zadziwia to, że malując oleje lub akwarele dotykam zdarzeń z przeszłości i... przyszłości. Doświadczenie istnienia przeszłości i przyszłości w jednym punkcie stało się dla mnie momentem zwrotnym. Wszystko, co odczuwam podczas chwili twórczej, jakiś czas później - dłuższą lub krótszą - manifestuje się w fizycznej rzeczywistości. Ot, takie "cuda", które - jak sądzę - fizyka kwantowa precyzyjnie z czasem rozjaśni i wyjaśni.


Materializacja niematerialnego? A tak, dokładnie tak! Obrazy są przejawem energii świata widzialnego i energii świata niewidzialnego. Codziennie tego doświadczam z niesłabnącym entuzjazmem. Zachęcam więc do przyjrzenia się moim pracom i obu wymiarom rzeczywistości, które choć istnieją równolegle, nie zawsze ze sobą współgrają. Z różnych względów. Ile istnień ludzkich, tyle przyczyn. Nie jestem psychoanalitykiem więc nie zajmuję się terapią. Nią niech się zajmują wykwalifikowani specjaliści. Moim zadaniem więc - jako człowieka i artysty – jest pomaganie sobie i innym w synergicznym łączeniu planów naszej duszy z marzeniami, czy też konkretnie - z podjętymi zamiarami. To co maluję, zauważyłam, że  po jakimś czasie materializuje się w fizycznym świecie. Osoba, która wybiera konkretny obraz – taki nie inny – doświadcza tego na własnej skórze. Odczytuje wewnętrznie to, co ją czeka. Kiedy? To bardzo indywidualna kwestia. Uważajmy zatem na nasze pragnienia, dążenia, cele, decyzje, marzenia, bo one naprawdę się ziszczają.

 

I co teraz? Zapraszam do mojego magicznego i zarazem bardzo realnego świata obrazów! Sugeruję również wsłuchać się w siebie i pójść za cichym, czasem ledwie słyszalnym, głosem serca. Ono nigdy nie kłamie.

Aneta Skarżyński

 

 

 

 

 

Please reload

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now