Pavana na śmierć insekta

"...Utkani jesteśmy z tej samej tkaniny,

z której sny są stworzone,

    a nasze maleńkie życie snem jest otoczone...". 

                                                                                                 William Szekspir, Burza

 

Słyszeliście kiedyś pavanę na śmierć insekta? Ja tak. I jak zwykle w nocy. Tym razem we śnie wybrałam się do dawnego mieszkania mojej ś.p. babci i wraz z tatą oraz siostrą sprzątaliśmy kuchnię. Raptem z kątów wypełzły czarne robale długości 6 - 7 cm. Było ich tak dużo, że zaczęły włazić wszędzie, nawet do kieszeni mojego płaszcza kąpielowego, zaczepionego na wieszaku. Poczułam przerażenie i obrzydzenie. Jedyna jasna myśl, jaka telepała mi się po czaszce to: zabić, ZABIĆ!

- Tato, czy możesz coś z TYM zrobić? – spytałam.

- Nie mogę. Sama musisz TO załatwić.

W akcie desperacji wyciągnęłam z kieszeni wspomnianego płaszcza owada i zamierzałam rozdeptać. Raptem stała się rzecz zadziwiająca... W mojej dłoni insekt zaczął tracić swą materialną formę i przemienił się w coś przezroczystego, przypominającego konika morskiego, jakiego przed kilkoma laty namalowałam. Jasnoróżowe, fosforyzujące i nieco meduzowate „ciało” cichutko nuciło melodię. Smutną, acz pełną łagodności i delikatności. Zasłuchana i zapatrzona w ów cud, który jawił się przede mną - a który odbierałam dostępnymi mi zmysłami – sprawiał, iż nie byłam w stanie wykonać żadnego gestu. Usłyszałam pozazmysłowy przekaz owej bezcielesnej istoty: „nie zabijaj”, „też mam prawo żyć”. Doznałam szoku - dotarło do mnie, że na poziomie duszy robaczywe paskudztwa są baśniowo pięknymi istotami, czującymi i nakierowanymi na służenie Matce Ziemi. I również są przejawieniem miłości Stwórcy. Nie czułam już obrzydzenia czy lęku, bowiem ogromna fala czułości zalała moje serce. Zapłakałam nad swą bezdusznością i tym, co jeszcze kilka sekund wcześniej chciałam uczynić.

- Musisz znaleźć inny sposób na pozbycie się tego, czego nie chcesz. – powiedział tata.

W tym momencie wszystko dla mnie stało się jasne. Błogosławiona chwila snu, w której doznałam większego olśnienia, poczucia jedności w miłości ze światem ducha, niż po przeczytaniu niejednej książki.
Zadziwiające, że podczas marzeń sennych doświadczam spraw, o zrozumieniu których w realu nawet nie śmiałam pomarzyć…

"...Miłość w swej prostej i nieśmiałej mowie
Powie najwięcej, kiedy najmniej powie..."
William Szekspir, Sen nocy letniej

 

Please reload

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now